Autor: Jennifer BosworthTytuł: Dziewczyna, którą kochały pioruny (Struck)Gatunek: Fantastyka, antyutopia/dystopiaRok wydania: 2013Wydawnictwo: AmberLiczba stron: 368
Mia Price to dziewczyna, którą kochają pioruny.
Los Angeles jest jednym z niewielu miejsc, gdzie czuje się bezpieczna. Do czasu gdy trzęsienie ziemi niszczy miasto. Wokół panuje chaos. Plaże zmieniają się w gigantyczne wioski namiotów. Śródmieście jest rumowiskiem. Nocami w opuszczonych budynkach odbywają się dzikie imprezy. Ich uczestników przyciąga w ruiny moc, której nie potrafią się oprzeć. Dwie walczące ze sobą sekty gromadzą coraz więcej wyznawców. I obie widzą w Mii klucz do wypełnienia dwóch apokaliptycznych proroctw… Tajemniczy Jeremy obiecuje ją chronić, lecz czy jest tym, za kogo się podaje? Mia nie jest tego pewna. Wie tylko, że jego dotyk jest bardziej elektryzujący niż uderzenie pioruna…
Nie jest tajemnicą, że uwielbiam klimaty antyutopijne oraz postapokaliptyczne. Budowanie od podstaw nowego systemu, walka o przetrwanie na zgliszczach starego świata i zbuntowani, silni bohaterowie. Powieści z tego gatunku, bądź też lekko zahaczające o tę tematykę, jeśli są dobrze napisane, od razu trafiają do kanonu moich ukochanych lektur. Gdy usłyszałam o Dziewczynie, którą kochały pioruny, wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać - nie zważając nawet na negatywne opinie. Moje pragnienie wzmocnił chyba najlepszy trailer książki, jaki w życiu widziałam. Wkrótce udało mi się zakupić tę powieść i mogłam się zanurzyć w świecie zniszczonym przez kataklizm. Czy zostałam "porażona", czy też "zrażona"? O tym dowiecie się za chwilę.

Historia Sary Price była ściśle powiązana z tym, co w tej książce okazało się najlepsze, czyli wątkiem religijnym. Jestem osobą wierzącą, jednak z dystansem podchodzę do tematu Boga i wiary w literaturze - mam swoje poglądy i twardo się ich trzymam. Dlatego specjalnie nie przeszkadzało mi (może jedynie momentami nieco przeraziło) poruszenie tutaj wątku dwóch rywalizujących ze sobą sekt. Wręcz przeciwnie, niezwykłe zdolności i tajemnice Tropicieli, oraz fałszywa biel i niewinność Wyznawców okazały się najmocniejszymi stronami powieści Jennifer Bosworth. Szczerze żałuję, że nie dowiedzieliśmy się o nich więcej, szczególnie o pierwszej wspomnianej przeze mnie frakcji.
"tajemniczym Jeremym" oraz Proroku. Ten pierwszy owszem, skrywał pewną tajemnicę, ale poza tym nie wydawał mi się zbyt pociągający. Za to Mii tak, przez co ich związek opierał się głównie na wiadomych czynnościach. Prorok zaś, to zupełnie inna bajka. Typowy "czarny charakter", przywódca Wyznawców. Bardzo ciekawie było zagłębić się w jego pokręcony, chory umysł, i nie ukrywam, że stał się moim ulubionym bohaterem. Z pewnością zapoznam się z poświęconą mu nowelką "Prophet".

Długo Cię nie było na blogu, mam nadzieję, że już nie będziesz robiła takich przerw :)
OdpowiedzUsuńCo do książki mam ją na czytniku z braku laku może kiedyś przeczytam ;)
Rzeczywiście, wątek dziewczyny "uzależnionej" od piorunów jest bardzo ciekawy, również te sekty brzmią intrygująco. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się przeczytać tą pozycję.
OdpowiedzUsuńWróciłaś:) Nie poznałam po nowym nicku :) Ale miło, że znów jesteś. ;)
OdpowiedzUsuńDo tej książki, zaraz po zapoznaniu się z nią w zapowiedziach, podchodziłam sceptycznie, mimo pozytywnej Twojej opinii chyba spasuję, może pojawi się w bibliotece, wtedy na pewno wezmę do domu. ;)
Pozdrawiam.
Łooo... Okładka i opis super :)
OdpowiedzUsuńMam na nią ochotę :-)
OdpowiedzUsuńSam tytuł bardzo, ale to bardzo przykuwa uwagę :) Również lubie tematy antyutopii więc rozejrzę się za książką.
OdpowiedzUsuńBardzo fajna okładka i tematyka tez wydaje się ciekawa. Jeśli spotkam gdzieś ta książkę to na pewno po nią sięgnę.
OdpowiedzUsuńCoś mnie w tej książce strasznie intryguje, więc kiedyś na pewno ją przeczytam. ;) A odstrasza mnie jedynie Jeremy, którego Sheti prowadząca bloga "My reality- addiction to books" nazwała bezpłciowym. :P :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że kiedyś z pewnością się skuszę, choć ostatnimi czasu do książek z Ambera podchodzę z dużym dystansem.
OdpowiedzUsuńJak tylko znajdę chwilę z pewnością pobiegnę do najbliższej księgarni, aby ją kupić. Już sam tytuł do mnie przemówił. :)
OdpowiedzUsuńCzeka na mnie cierpliwie na półce.
OdpowiedzUsuńMnie książka strasznie zawiodła. Liczyłam na coś dużo lepszego :/
OdpowiedzUsuńCzytałam po angielsku, podobała mi się. Miała coś w sobie. A zwiastun jest obłędny!
OdpowiedzUsuńU mnie niedługo recenzja. Zwiastun rzeczywiście boski, jak wspomniała Sheti, aczkolwiek książka czasami była dość nudnawa. Za to opisy cudne.
OdpowiedzUsuńSłyszałam o premierze książki, ale jakoś tak oznaczyłam sobie ją metką "raczej nie przeczytam". Opis po prostu do mnie nie dotarł. Ale czytając Twoją recenzję chyba zmienię zdanie. To prawda, że nie spotkałam się z kimś kto ma związek z piorunami, jedynie tylko z postacią, która miała dar rażenia prądem. :)
OdpowiedzUsuńtematyka jak dla mnie bardzo oryginalna, nie czytałam jeszcze nic podobnego, więc z ciekawości może się skuszę :)
OdpowiedzUsuńDla mnie dystopia raczej nie jest ulubionym gatunkiem. GONE, Jutro i te wszystkie serie (Oprócz Delirium i Legendy - o ile te książki za ten gatunek można uznać) jakoś mi nie podpadły. Ale mam tą książkę w postaci ebooka, bo tytuł.
OdpowiedzUsuńhttp://papierowemiasta.blogspot.com/
Przede wszystkim: Wiesz, że się straszliwie cieszę z tego, że wróciłaś na bloga, prawda? ;* Miałam napisać komentarz do tego posta już jakiś czas temu, ale jestem nieco zabiegana z tym magazynem i dopiero teraz mogłam go przeczytać i pozostawić po sobie ładny ślad. :D
OdpowiedzUsuńWedług mnie tematyka tej książki jest bardzo ciekawa i może jeśli kiedyś na nią wpadnę to przeczytam. Na razie nie jest to "must have", ale chętnie zapoznałabym się z tą powieścią. ^^